Dieta przy trądziku różowatym

Dieta przy trądziku różowatym jest jednym z najważniejszych, o ile nie najważniejszym elementem mogącym zaostrzać lub łagodzić przebieg tej dermatozy.
Twierdzę tak na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji, choć oczywiście doskonale wiem i to, o czym wiedzą wszyscy odwiedzający czasem lekarzy lub czytający publikacje na ten temat.

Zastanawiam się tylko, ilu / ile z Was pokusiło się o dokładne przetestowanie wpływu poszczególnych składników pokarmowych na wygląd cery.

Ilu / ile z Was wprowadza na tej podstawie zmiany do codziennego i odświętnego menu.

Ale chyba najbardziej ciekawi mnie to, ilu / ile z Was jest w stanie wytrwać w narzuconym sobie dietetycznym rygorze.

Dacie znać? A tymczasem trochę o diecie.

Wnikliwa obserwacja

dieta srodziemnomorskaTak naprawdę nie musisz zapoznawać się z większością publikacji na temat diety przy trądziku różowatym, choć na początek to oczywiście niezły start.
Podstawowe wnioski spokojnie wysnujesz na podstawie zachowania własnego organizmu.

Ja osobiście robiłem to w ten sposób, że wszystkie kontrowersyjne pokarmy wykluczyłem z mojego menu (nie do końca pomogło, o tym za moment), a po upływie tygodnia zacząłem włączać poszczególne składniki na nowo – jeżeli dany składnik powodował jakąś sensację usuwałem go i testowałem następny.
W ten sposób przekonałem się, że np. mięsa wcale mi nie szkodzą, za to źle znoszę cukier nawet ten zawarty w owocach – je musiałem zredukować do minimum, choć jak pewnie sami doskonale się orientujecie większość z nich (choćby pospolite jabłka) trudno uznać za jedzenie kontrowersyjne.

Na co trzeba uważać?

Moim zdaniem na wszystko, zresztą poważni, znający się na rzeczy autorzy podają z reguły w swoich tekstach informacje o tym, w jakim procencie przypadków dany produkt spożywczy powoduje nasilenie się objawów.
Uznawane za bezpieczne owoce i warzywa wcale w stu procentach bezpieczne być nie muszą, a uznawane za niebezpieczne ostre przyprawy, mięsa, jaja, nabiały też wcale nie muszą szkodzić.

Tak czy inaczej procentowo wygląda to mniej więcej tak, że:

  • alkohol szkodzi w ponad połowie przypadków,
  • pikantne potrawy szkodzą prawie połowie chorych,
  • podobnie wygląda kwestia gorącego jedzenia i napoi,
  • często szkodzą niektóre owoce i warzywa (tu zastrzeżenie – u mnie czarna porzeczka zawsze nasila rumień, a w niektórych szkołach wręcz się ją poleca),
  • dość często szkodliwe okazują się mięso i nabiał.

Jako że bez pełnowartościowego białka obejść się nie da (nasza skóra musi wytwarzać kolagen, a potrzebuje do tego całej gamy aminokwasów) radziłbym nie skreślać mięsa tylko z nim poeksperymentować. Przede wszystkim odstawiając kurczaki – chyba że pochodzą z zaufanych źródeł i uważać na podejrzanie tanią wieprzowinę. Absolutnie zrezygnować z wszystkich sklepowych wędlin i różnych gotowców. Przyrządzać mięso tradycyjnie, we własnym domu np. nóżki w galarecie – rewelacyjna potrawa i prawdziwa kolagenowa bomba.

Jeśli chodzi o nabiał może ale nie musi szkodzić. Na mnie niestety źle wpływają sery pleśniowe, choć te bez pleśni bardzo dobrze znoszę.

Suplementy

Współczesny człowiek bez suplementacji mało kiedy się obchodzi dlatego wyprzedzając ewentualne pytania informuję, że tak, suplementy można stosować, ja ich nie unikam, ale też i nie przesadzam w drugą stronę. Przyda się coś co ogólnie dobrze wpływa na cerę i normalizuje jej stan (ale niekoniecznie skrzyp!), raczej:

  • coś co reguluje różne rozchwiane procesy (np. >>>Nonacne),
  • jakiś suplement kolagenowy (np. genialny i tani >>> Collagen Health Spark),
  • omega 3 w kapsułkach (np. >>> olej z kryla – też genialny) albo pod postacią siemienia lub oleju lnianego,
  • można też łykać multiwitaminy chociaż radziłbym raczej zadbać o różnorodność pokarmów – fakt że trzeba się wtedy trochę wysilić i pogłówkować, ale taki wysiłek się opłaci.

Leave a Reply


*